Wojciech Leśniak - pół wieku na scenie i własny piorunochron

Wojciech Leśniak - pół wieku na scenie i własny piorunochron

FOT. Teatr Zagłębia Sosnowiec

W Teatrze Zagłębia są role, które zostają w pamięci, i są aktorzy, którzy zostają w pamięci teatru. Wojciech Leśniak należy do tej drugiej kategorii - potrafi rozbawić widownię farsą, zatrzymać ją monologiem Hamleta, a po premierze jeszcze zejść do bufetu i opowiedzieć sceniczne życie w rymowanym kabarecie.

  • Wojciech Leśniak w Teatrze Zagłębia wciąż omija aktorskie szufladki
  • Farsa wymaga precyzji, a Hamlet przyniósł wielkie przeżycie
  • Po premierze Teatru Zagłębia zaczynał własny kabaret

Wojciech Leśniak w Teatrze Zagłębia wciąż omija aktorskie szufladki

Leśniak wychował się w teatralnej rodzinie. Jego ojciec i matka byli aktorami, więc scena od początku była częścią codzienności. To od ojca dostał zawodową lekcję, która towarzyszyła mu przez lata: po nagrodzie można się cieszyć, ale następnego dnia trzeba wrócić do pracy.

Sam aktor mówi o sobie nie jako o „dobrym”, lecz spełnionym. Zagrał role komediowe i dramatyczne, reżyserował farsy i komedie, pracował także jako pedagog oraz wykładowca. Nie chciał, by przypisano go do jednego rodzaju teatru.

„Jestem aktorem spełnionym” - powiedział Wojciech Leśniak.

Jego droga w Teatrze Zagłębia nie zaczęła się jednak od sukcesu. Po przyjściu z Bielska dostał tytułową rolę w „Mazepie” Juliusza Słowackiego. Młody aktor nie poradził sobie z zadaniem i uznał, że powinien odejść z zawodu. Dyrektor Jan Klemens nie pozwolił mu wtedy zniknąć. Zamiast tego potraktował porażkę jak etap pracy, a nie wyrok.

To doświadczenie zostało z Leśniakiem na długo. Kolejne niepowodzenia przestały być dla niego katastrofą - stawały się materiałem do analizy. Trzeba było sprawdzić, co nie zadziałało, i spróbować inaczej. 🎭

Więcej lokalnych informacji z Sosnowca jest na otososnowiec.pl. Sprawdź też, co dzieje się w najbliższych dniach – wydarzenia i imprezy zbieramy na otososnowiec.pl/wydarzenie.

Farsa wymaga precyzji, a Hamlet przyniósł wielkie przeżycie

Aktor uważa, że rozśmieszanie widza bywa trudniejsze niż granie dramatu. W farsie nie ma miejsca na dłuższą pustkę. Kilka sekund zawahania może zdradzić, że aktor zgubił tekst, a publiczność natychmiast to zauważy. W dramacie pauza czasem buduje napięcie, w komedii może rozsypać całą konstrukcję.

Leśniak przekonał się o tym także podczas pracy nad „Hamletem”. Zagrał niewielką rolę, ale dostał zadanie wygłoszenia monologu „Być albo nie być”. Pomysł pojawił się podczas próby i wymagał od aktora wejścia w tekst, który zwykle kojarzy się z tytułowym bohaterem.

Przygotowywał się intensywnie - na swojej wsi powtarzał monolog dziesiątki razy, chodząc po lesie. Ostatecznie zamiast klasycznego wyjścia na środek sceny wybrał bezpośredni kontakt z widownią. Usiadł na scenie i mówił do ludzi, jak do partnerów rozmowy.

Za ten występ otrzymał nagrodę dziennikarzy na międzynarodowym festiwalu szekspirowskim. Wyróżnienie było dla niego szczególnie ważne, bo doceniono nie całą rozbudowaną rolę, lecz kilka minut scenicznego skupienia. Sam przyznawał, że ten monolog wciąż mocno go przejmuje.

„W farsie świadomie robisz z siebie idiotę i musisz jeszcze przekonać widza, że naprawdę nim jesteś” - mówił Wojciech Leśniak.

Na jego dorobek składają się także role w „Wojaku Szwejku”, „Kto puka?” i „Lady Mayday”. Popularność przyniosła mu również „Sobota w Bytkowie”, program oglądany przez ogromną publiczność na całym Śląsku. Dzięki telewizji aktor stał się rozpoznawalny daleko poza sceną Teatru Zagłębia. W regionie rozdawał autografy przez długie godziny, a listy pełne sympatii przychodziły także z Zagłębia.

Po premierze Teatru Zagłębia zaczynał własny kabaret

Drugim życiem Leśniaka były premierowe kabarety. Po spektaklu schodził do teatralnego bufetu i prezentował rymowane teksty o próbach, aktorskich pomyłkach, przejęzyczeniach oraz codziennych napięciach towarzyszących powstawaniu przedstawienia.

Nie były to przypadkowe żarty. Aktor zapisywał sytuacje w trakcie pracy, zostawiając na końcu scenariusza miejsce na kolejne obserwacje. Kabaret stawał się kroniką teatru - nieoficjalną, zadziorną i zrozumiałą przede wszystkim dla tych, którzy znali kulisy przedstawień. Niektórzy widzowie przychodzili na niego nawet wtedy, gdy nie udało im się kupić biletu na premierę.

W przepisywaniu rękopisów pomagał mu Zbyszek Leraczyk, przyjaciel jeszcze ze szkoły teatralnej. Teksty nie trafiły jednak do publikacji. Leśniak uważał, że powstały dla konkretnego zespołu i dla ludzi, którzy byli blisko teatralnej codzienności.

Po owacjach aktor wracał do swojego drugiego świata - domu na wsi. Ma tam około 150-160 drzew, stodołę, ogród i własny kawałek ziemi. Pracuje przy roślinach, nawozi, kopie, pielęgnuje ogród, a z psem chodzi do lasu powtarzać teksty. W tym miejscu zapamiętywanie przychodzi mu łatwiej niż w zwykłym domu.

To właśnie tam, między drzewami i pracą przy ziemi, odnajduje równowagę po intensywnym życiu scenicznym. Wielokrotnie nagradzany aktor, laureat Złotych Masek i wyróżnień ministerialnych, wraca do prostych zajęć, które pozwalają mu odsunąć teatralny gwar.

„To właśnie ten mój życiowy piorunochron” - powiedział Wojciech Leśniak o pracy w ogrodzie i swoim wiejskim domu.

na podstawie: Teatr Zagłębia Sosnowiec.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Teatr Zagłębia Sosnowiec). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.

Widzisz błąd lub nieaktualną informację? Zgłoś błąd, sprostowanie lub uwagę

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji

Ostatnie Artykuły