Huta, western i pytania bez łatwych odpowiedzi. Nowa premiera Teatru Zagłębia

Huta, western i pytania bez łatwych odpowiedzi. Nowa premiera Teatru Zagłębia

FOT. Teatr Zagłębia Sosnowiec

W Sosnowcu historia Huty Katowice wraca na scenę nie jako pomnik przemysłu, lecz żywy spór o cenę nowoczesności. „Gorączka żelaza” Teatru Zagłębia zabiera widzów do świata budowy, migracji, sąsiedzkiej solidarności i decyzji, których konsekwencje wykraczają daleko poza jedną epokę.

  • „Gorączka żelaza” rozgrzewa spór o cenę postępu
  • Teatr Zagłębia buduje western z hutniczego mitu
  • Czarna komedia prowadzi od śmiechu do trudnych wyborów

„Gorączka żelaza” rozgrzewa spór o cenę postępu

Akcja spektaklu wyrasta z jednego z największych mitów modernizacyjnych PRL-u. Budowa Huty Katowice oznaczała przecież nie tylko piece, stal i wielki przemysł. Dla tysięcy osób była szansą na mieszkanie, stabilną pracę, lepsze zarobki i udział w przedsięwzięciu, które miało zmienić przyszłość.

Jednocześnie ta przyszłość miała swoją cenę. Decyzję o inwestycji podjęto odgórnie, a mieszkańcy musieli odnaleźć się w gwałtownie zmieniającym się otoczeniu. Przemysłowy gigant przyniósł pracę i rozwój, ale także ingerencję w krajobraz, środowisko oraz lokalne życie.

Twórcy nie ustawiają bohaterów po dwóch stronach jednej, prostej barykady. Babka broni natury, Baśka chce normalnego życia, mieszkania i pralki, a inżynier wierzy w technologiczną przyszłość. Każda z tych postaw ma swoje uzasadnienie. Widz nie dostaje instrukcji, komu należy kibicować.

„Nie chcemy podpowiadać widzom, po której stronie powinni stanąć. Po spektaklu sami będą musieli odpowiedzieć sobie na te pytania.” - Szymon Kaczmarek, reżyser.

To napięcie brzmi zaskakująco współcześnie. Dziś również korzystamy z rozwiązań, których społeczny lub ekologiczny koszt znamy, ale jednocześnie potrzebujemy pracy, energii i technologii. Człowiek często uczestniczy w systemie, z którym nie zgadza się w stu procentach, bo codzienność nie zostawia mu pełnej swobody wyboru.

Teatr Zagłębia buduje western z hutniczego mitu

„Gorączka żelaza” korzysta z konwencji westernu. Są pionierzy, wielki plac budowy, poszukiwanie lepszego życia i surowiec, który ma przynieść bogactwo. Kowbojskie kapelusze hutników ze starych fotografii podsunęły twórcom skojarzenie z Dzikim Zachodem, ale podobieństwa sięgają głębiej.

Tak jak amerykańscy osadnicy zajmowali ziemię i budowali nowy świat, tak przybysze z różnych części Polski pojawiali się w Dąbrowie Górniczej, by pracować przy ogromnej inwestycji. Przyjeżdżali za pieniędzmi, mieszkaniem i obietnicą awansu. Na miejscu musieli stworzyć społeczność z ludźmi, których wcześniej nie znali.

Ten „polski western” ma jednak własnych szeryfów i bandytów. Oficjalne struktury nie zawsze zapewniają sprawiedliwość, dlatego mieszkańcy zaczynają ustanawiać własne zasady. Wspólnota opiera się nie tylko na solidarności, lecz także na przemilczeniach, nieoficjalnych układach i wiedzy o tym, jak radzić sobie w niewydolnym systemie.

Ważną figurą tej opowieści jest Caryca - kobieta działająca na obrzeżach oficjalnego porządku. Potrafi wykorzystać to, co system marnuje, i przekuć w korzyść dla siebie oraz lokalnej społeczności. Wynajmowanie pokoi robotnikom, zdobywanie materiałów na dom czy garaż, walka o rekompensaty - wszystko to staje się sposobem na oswojenie obecności przemysłowego molocha.

„Każdy żyje w takim świecie, jaki ma naokoło i po swojemu próbuje w nim lub z nim walczyć.” - Żelisław Żelisławski, dramaturg.

Spektakl nie opowiada więc wyłącznie o wielkiej inwestycji. Opowiada o ludziach, którzy próbują ułożyć sobie życie w świecie narzuconych reguł. O kobietach pracujących jako kucharki, sekretarki i pielęgniarki. O rodzinach, które dopiero powstają. O relacjach ważniejszych niż oficjalne procedury.

Czarna komedia prowadzi od śmiechu do trudnych wyborów

Twórcy sięgają po humor, absurd i groteskę, ale nie po to, by unieważnić doświadczenie ludzi budujących hutę. Wspomnienia epoki PRL-u często mają w sobie ton znany z filmów Barei, jednak śmiech działa tu raczej jak narzędzie oswajania trudnej rzeczywistości niż prosty komentarz z dystansu.

„Gorączka żelaza” ma być czarną komedią, chwilami także kryminałem. Historia Basi wnosi do tej opowieści wyraźny ciężar dramatyczny, a konflikt między bohaterami nie daje się rozładować jednym żartem. To świat, w którym coś może jednocześnie bawić i niepokoić - zależnie od tego, kto patrzy.

Ważnym bohaterem jest zresztą cała społeczność. To ona decyduje, kiedy zaufać instytucjom, a kiedy wziąć sprawy w swoje ręce. To także ona nosi pamięć o hucie: dla jednych związaną z trudnym życiem, dla innych z dumą z wykonanej pracy. Każda opowieść o zakładzie jest zarazem opowieścią o czyjejś biografii.

Twórcy przygotowywali spektakl, rozmawiając z osobami pamiętającymi budowę Huty Katowice i odwiedzając sam zakład. Nie tworzą dokumentu ani rekonstrukcji wydarzeń jeden do jednego. Zebrane historie stały się raczej materiałem do zbudowania fikcyjnych postaci i świata, w którym pamięć miesza się z wyobraźnią.

Na końcu zostaje jeszcze jeden paradoks. Huta kojarzy się z ciężkim przemysłem, dymem i zanieczyszczeniem, a jednocześnie produkuje stal potrzebną do budowy torów kolejowych i tramwajowych. Nawet najbardziej cyfrowa przyszłość potrzebuje metali, energii i materialnych fabryk. Technologia może zmieniać wygląd, ale nie uwalnia się od surowców.

Właśnie dlatego spektakl Teatru Zagłębia patrzy na hutę nie jak na zamknięty rozdział. To nadal część świata, który budujemy każdego dnia - często bez pewności, czy przyszłe pokolenia nazwą nasze wybory odważnym krokiem naprzód, czy początkiem problemów, których nie potrafiliśmy dostrzec.

na podstawie: Teatr Zagłębia Sosnowiec.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Teatr Zagłębia Sosnowiec). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.

Widzisz błąd lub nieaktualną informację? Zgłoś błąd, sprostowanie lub uwagę

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji